grubianski blog

Twój nowy blog

1 komentarz

Piatek dniem nadmiarowej, alkoholowej degustacji.

 

Od niedzieli do piątku roboczego jestem abstynentem, wieczorem piątkowym
zamykam się w swojej melinie i smakuje…

 

Ostatni tydzien stanowiły kolejne próby poznania kogoś sensownego – średnio
poznaje dwóch nowych osobników tygodniowo, kończy się na kurtuazyjnej herbacie
i grzecznie się rochodzimy, niestety w większości przypadków nie jestem na tyle
asertywyny by powiedzieć, że wiecej się nie zobaczymy zatem jestem bombardowany
smsami i telefonami o treści „Jak twoje wrazenia?”, „kiedy
nastepna kawa?”etc.

 

Może znaleznienie kogoś polega na zaciśnieciu dupy i przyzwyczajeniu się do
cech, których nie tolerujemy?

 

Faktycznie – chyba mam spaczone pojecie celu, który chce osiagnąć poszukując
„właściwego” faceta, ale ja kurwa nie potrafie ot tak kompromisowo
porzucić aspiracji związanych z samcem typu alfa o powierzchowności Rumcjasa i
intelekcie Einsteina…

 

Aha no i musi być lekarzem…:)

 

 

Groteska, wiem

 

 

Następna notka bedzie na trzeźwo!

Dobrze, że opcja odzyskiwania hasła działa…

 

Siedzę, żłopie piwsko biernie godząc się z myślą, że życie ucieka przez palce niczym mocz na piss-party.

Wszystko niby jest, ambicja zaspokojona  – studia skończone, mieszkanie (wynajmowane, wiec pełna ekstaza jeszcze nieosiągnięta, ale przynajmniej beztroska gwarantowana), dobra praca w zawodzie – tzw. niezależność jest czynnikiem najistotniejszym, od prawie roku ją pielęgnuje.

 

Chyba jest standardem, że po przekroczeniu pewnej granicy wiekowo – zdarzeniowej czas zapierdala jak pojebany. Mnie również to zjawisko dotknęło – angażuje się w pracę, w pierdoły życia codziennego i leci. Leci, ale tak jakby obok – czuje pewien niedosyt – owszem, z jednej strony mam to com chciał, ale…

 

No wlaśne, brakuje jakiegoś dopełnienia do stabilizacji w pełnym wymiarze… Marzy mi się jakiś sensowny facet, ustabilizowany, inteligentny o mocnej konstrukcji psycho-fizycznej… Intensywnie tegoż obiektu poszukiwałem, bilans jest taki, że tendencje mam do poznawania labilnych egemplarzy o powierzchowności taniej gimnazjalistki.

 

Przez ten czas rozłąki blogowej spotykałem się przez pół roku z pewnym sensownym panem doktorem onkologii starszym o lat 20, było miło – nawet ubolewam momentami, że skończyłem znajomość trzaskając drzwiami. 

Gdzie te chłopy?

 

 

Syn marnotrawny powrócił. lekko zalekniony o przyszłość miesięcy dwóch najbliższych, w których to poddać musiał się będzie dyscyplinie i wstrzemięźliwości dyktowanej przez matriarchat.

Trochę się rozpasałem, zasmakowałem swobody, sowbody nieobciążonej kłamstwem, głównie mam tu na mysli swobodę w odniesieniu do zaspokajania swego libido. Nie twierdzę ażbym się puszczał nazbyt mocno, wrecz nawet nie umiarkowanie mocno – po kilku miechach z DoktoremII trzeba było wypełnić lukę – dosłownie i w przenośni…

Zobaczymy, poki co nastroj nie dopisuje… musze sobie jakies bodzce adekwatne znalezc i liczyc, ze wakacje szybko przemina.

 

 

Pogoda nie nastraja pozytywnie, powiedzenie w maju jak w raju zmienia obraz raju diametralnie.
Od czasu ostatniej notki spotkałem się z Doktorem2 dwukrotnie – upewnieniłem się, że działania jakiekolwiek sensu nie maja i od ponad 2 tygodni konsekwentnie milcze. Choć z egoistycznego punktu widzenia warto byłoby utrzymywać znajmość – w czasach gdy rak jest chorobą cywilizacyjną przydałoby się mieć znajomego onkologa. Niestety trzymam się sztywno zasady – wszystko albo nic – nie potrafię utrzymywać znajomości z poznaną homo-bracią w momencie gdy jest wiadome, że nic z tego nie bedzie w sensie głębszym.

Młodość przemija zatem zintensyfikowałem działałania na polu rendez-vous, niestety nie poznałem żadnego osobnika z wielkimi łydkami i jeszcze wiekszymi łapami majacego przy tym spory mózg… Pogoda też nie rozpieszcza – faceci w długich spodniach chodzą ukrywając łydki, choc moze i dobrze – nie śłinię się i nie obracam łba za przypadkami mającymi rozwiniety brzuchaty i płaszczkowaty.

Zaproponowano mi wyjazd do Niemiec – pewna pani oznajmiła, że kogos takiego szuka i chetnie bedzie moim promotorem, odmówiłem – głownie dlatego, ze takowego juz mam – płci meskiej. Co do kwestii płci – w wyniku wychowania ukształtowała się we mnie postawa niesubordynacji wobec meżczyzn (wychowywała mnie matka charakteryzujaca się mizoandrią), nie potrafię uznać autorytetu faceta – było to widoczne od wczesnych lat gdy miałem nieszczeście trafić na nauczycieli rodzaju meskiego.

Zobaczymy, poki co jeszcze się obawiam, że zbyt mocno zasygnalizowałem swoje zainteresowanie wobec wspomnianego – zainteresowanie niekoniecznie dydaktyczne… Takze jeszcze moze sie okazac, ze bede musial przymusowo udać sie do tych Niemiec na wygnanie.

Interpokoleniowy romans dobiegł końca, wcale nie za sprawą braku porozumienia wynikajacego z róznicy wieku. Problem tkwił chyba w tym, że nie całkiem reakcje chemiczne zajść chciały – a własciwie przebiegly zbyt szybko, nie pozostawiajac po sobie zadnych użytecznych produktów. Zwykłe wypalenie. Wydaje mi się, że przez te niecałe 3 miechy troche improwizowaliśmy – DoktorII ze swoją słabością do kaloryfera brzusznego i atletycznych, beztluszczowych ciałek nie znalazł we mnie kompana o podobnych inklinacjach  – ja wole duzych mezczyzn, a szeciopak nigdy mi sie nie podobał.
Kolizja upodobań. Spotykaliśmy sie chyba ze względu na mój wiek – zauważam u facetów po 40tce mocną słabość do wszystkiego co zwiazane z młodością. Ja natomiast ze swoją ciągotą do przedstawicieli braci lekarskiej próbowałem tą jego cechą zrekompensować to, że coś miedzy nami nie trybi.

No i znowu PMS… była próba łajdaczenia – bezowocna, trzeba sie ponownie wdrożyć.

W materii perspektyw zawodowych – nawiązuję kontakty, coś tam działam na płaszczyżnie ewentualnych publikacji, poki co jednak bez powalajacych efektów. Towarzyszyłem Profesorowi w wyjezdzie sluzbowym – całkiem ciekawe doswiadczenie. Bałem się podrózy trwajacej 3 h w jedna strone. Profesor w wieku DoktoraII, cholernie atrakcyjny przypadek – moim problemem jest dosc swawolne podejscie do kontaktu z mezczyznami, balem sie zatem, ze zbyt mocno sie spouchwale, ale chyba granicy przyzwoitosci nie przekroczyłem.

Wawel….

2 komentarzy

Zastanawiam się dlaczego nie wybrano piramidy Cheopsa, ewentualnie katedry Notre Dame… Fenomenalna metamorfoza wizerunku – mózg paruje od informacji gloryfikujących osoby, których lubić się nie dało.
Niewątpliwie będzie mi brakowało Izabeli Jarugi-Nowackiej i Jolanty Szymanek-Deresz: lubiłem słuchać co mają do powiedzenia, bo co sie rzadko zdarza – nie dosyć, że robiły to sensownie i na poziomie to emanowała z nich klasa.

Z każdym rokiem staję się bardziej sceptyczny i zniesmaczony katolicką hipokryzją, nie rozumiem ludzi, którzy dają sobie robić z mózgu trociny. Nie ukrywam, że bycie katolikiem jest dla mnie kryterium w ocenie człowieka – oksymoronem jest zestawienie mądry katolik.
O ile nie dziwie się starszym ludziom, którzy dorastali w warunkach niekoniecznie sprzyjających, o tyle dziwię się ludziom młodym którzy spokojnie mogliby poznać genezę religii i celu jakiemu służyła np w starożytności przekonując się, że nadal chodzi o wyzysk, władzę i zaspokojenie potrzeb tych najabardziej cwanych i leniwych określanych mianem kapłanów.
Nie wspominam o gejach-katolikach, bo to już jest groteska – to tak jakby murzyn sympatyzował z Ku Klux Klanem.

Ostatnio chyba za dużo kato-akcentów w TV; ten przesyt musiał gdzieś mieć ujście…

a własciwie fujarka.

Nie wiem, czy to kwestia wmówienia sobie, czy co – ale faktycznie po 2óch tygodniach bez sexu zauważyłem u siebie objawy analogiczne jak w przypadku PMS wystepujacego u samic. DoktorII sie rozchorował, zatem pogotowie sexualne zawiesiło swą działalność.
Na szczęscie wspomiane 2 tygodnie minęły – obecnie syndrom niedorżnięcia opanowany, chociaż…

Nie wiem jak interpretować znajomość, nie zastanawiam się dokąd zmierza, poki co sluży jako profilaktyka „PMS”.

Romantycznym (schizofrenicznym) wątkiem natomiast jest przemykanie w myślach mych postaci zwanej Dokturem – mijają dwa lata od naszych schadzek, tłumaczyć sobie próbuję te retrospekcje tęsknotą za jego dość sporych rozmiarów przyrodzeniem – co chyba nie jest przyczyną, upłycam i nie dopuszczam do myśli, że nadal mi zależy nie tylko na tym kawałku miesa, ale na calości.

A propos narządów rozrodczych – zepsuła mi się komórka i na allegro trafiłem okazję.
Bardzo miły kontakt ze sprzedającym – wysłał mi kartkę świąteczną mejlowo i oferował się jako pomoc w opanowaniu obsługi telefonu. Komórka używana kilka tygodni przez jego syna, który wyjechał za granicę.
Paczka przyszła, telefon fajny, zawartość jeszcze lepsza… Syn chyba za granicę pojechał kręcić pornole. Jako pamiatke po nim mam amatorskie zdjęcie jego muskularnego ciała ze wzwodem na pierszym planie. Foto zachowałem i z wypiekami na ryju oglądam kilka razy dziennie:) Gdybym nie pewność, że telefon kupiłem od jego ojca to nie omieszkałbym wysłać wyrazów zachwytu nad sylwetką.

Pora na mnie – ide popakować.

Żeby nie było, że moja nowa znajomość ze Zdobyczą opiera się tylko na ruchach posuwisto-zwrotnych w sypialni, poszliśmy się ukulturalnić na koncert Steczkowskiej Justyny, macaliśmy się przy tej okazji dość intensywnie. Jest dobrze, choć nie moge w pełni swej aktywności udowodnić, bo ostatnio niedomagam – a w zasadzie gardło mi siadło, straciłem głos na dwa dni, teraz tylko od czasu do czasu pobolewa.
Poznałem jego kolegów medyków, sympatyczne męskie typy – powoli odzyskuje wiare w to, że pedały niekoniecznie muszą się zachowywać jak egzaltowane hrabianki.
Przed poznaniem Medyka zawarłem dwie znajomości z gatunku „na bezrybiu i rak…”. Pierwszy przypadek – standard, na zdjeciu nawet ok, przy konfrontacji face2face – miękka psiocha, nawet sympatyczna, ale zawsze psiocha – spotkalismy sie 2 razy, ona naciska na kolejne, a mnie skonczyly sie wymówki. Drugi natomiast – jednorazowy bzyk, nawet ok – ale skoro nawinal sie Medyk to przechodze na tryb mono.

Notki piszę tylko i wyłącznie korzystajac z okazji przebywania w domu – w tygodniu  jestem podłączony do jakiejś zbiorczej, monitorowanej sieci i w zwiazku z tym ograniczam swoją działanośc na polu blogowym.

Jednak nie 16, a 20 lat dzieli mnie i Medyka – wyszło szydło…
Jestem znany ze swej słabości do dojrzałości, dla mnie w sam raz – szczegolnie, że zarówno pod względem wizualnym jak i w materii interakcji seksualnych plasuje się wysoko – ot taki dojrzały ogier.
Nie zapędzam się, staram się jak zwykle być nieco cyniczny…zobaczymy.

Znajomość sprzyja także sytuacji związanej z moim „zleceniem” – zaspokojenie huci wpływa na kreatywność – poki co dopiero początek, skube przy projekcie, dowiaduje się nowych rzeczy i nakręcam się na doktorat.

Do domu wracam na weekendy – układ idealny!

Poznałem nowych ludzi, pijąc ze studentami przybyłymi do PL w ramach Erasmusa – ćwicze praktyczną naukę angielkiego (i trochę francuskiego – choć z tym dużo gorzej, bo większość zapomniałem). Odżyłem i jest zajebiscie.

No i zabrałem manatki, z domu wyruszyłem, po tygodniowej rozłące odwiedziłem dom rodzinny – mama jakby milsza, nawet troche rozmawiamy, jeszcze nie jest to sielanka, ale dobry wstęp do unormalnienia naszej relacji – zatem faktycznie jedynym slusznym rozwiazaniem była spontaniczna przeprowadzka.

Adaptacja przebiegła dość sprawnie, do poprawy nastroju przyczyniło się także obcowanie cielesne z nowo poznanym osobnikiem, który nie wiem czy za sprawą swego wyglądu, zachowania, względnej inteligencji, czy wykonywanego zawodu lekarza – zrobił na mnie wrażenie. Pan starszy o lat 16, na pierwszy rzut oka i klika godzin obcowania – męski, dowcipny, dobry w wyrku i… na dziś wystarczy, zważywszy, że bedzie mi go dane zobaczyć dopiero za tydzień (o ile podczas urlopu się nie rozmyśli).
Dopełnieniem szczęścia jest propozycja mojego Profesora a propos pracy – zgodziłem się brać udział w projekcie na zlecenie jakiejś firmy, który jak napisał może być wstępem do mojego doktoratu. Boję się trochę, że nie podołam, że rozaczaruję…szczegołów dowiem się niebawem, zobaczymy.

W międzyczasie przeczytałem wszytkie dostępne w mojej bibliotece dzieła markiza de Sade… Kiedyś wydawało mi się, że Jackie Collins jest zbereźna, zmieniłem zdanie – jej kolega po fachu piszący 200 lat przed nią potrafił bradziej obrazowo opisać stosunek analny.
Dla równowagi przczytałem też wszystko Milana Kundery co było dostępne na półkach miejskiej publicznej – już bez analnych akcentów, ale też godne polecenia.

…a zima niech spierdala!


  • RSS